Łukasz Karkoszka – artysta ceramik, rzeźbiarz, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, członek zespołu artystów pracujących nad powstającym w Wałbrzychu wyjątkowym projektem „Porcelanowe Echo – Ceramiczny Mural AR” oraz konserwator zespołu rzeźb znajdujących się w ogrodzie Muzeum Porcelany w Wałbrzychu.

Małgorzata Szpara: Panie Łukaszu, na początek, bardzo osobiście: o czym marzy Łukasz Karkoszka?
Łukasz Karkoszka: Jest to bardzo aktualne pytanie, niedawno zastanawiałem się nad nim. To, co wykonuję na co dzień jest dla mnie bardzo ważne, satysfakcjonuje mnie do głębi. Uświadomiłem sobie, że coraz mniej marzę, jestem wdzięczny za to, co mam, tu i teraz. Dziś najbardziej cenny jest dla mnie czas.
Rok 2026 obfituje w dwa ogromne związane z Wałbrzychem projekty, przy realizacji których współpracuje Pan ponownie z Muzeum Porcelany w Wałbrzychu. Jak Pan sądzi, jakie znaczenie dla miasta będzie miała ich realizacja?
Uważam, że każde zaangażowanie się w działanie na rzecz kultury, a w szczególności konserwacji dzieł sztuki ma wielkie znaczenie. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, z jak wielkim dziedzictwem kulturowym mamy do czynienia, jak unikatowa w skali Polski jest kolekcja rzeźby plenerowej funkcjonująca w przestrzeni miejskiej Wałbrzycha. W trakcie prac konserwatorskich zachwyciłem się kunsztem wykonania rzeźb Domicelli Bożekowskiej znajdujących się w ogrodzie Muzeum Porcelany. Teraz, po oczyszczeniu, uzupełnieniu brakujących fragmentów i odpowiednim wyeksponowaniu, można w pełni ocenić, z jak wysokiej klasy rzeźbą mamy do czynienia. Równie ważne dla mnie jest działanie w przestrzeni miejskiej, w tym przypadku aktualna realizacja wielkoformatowej mozaiki, którą wykonuję na podstawie projektu Kai Renkas. Mam nadzieję, że nowa kompozycja ceramiczno-malarska będzie pozytywnie przyjęta przez mieszkańców i przyjezdnych i stanie się kolejnym ważnym elementem podnoszącym prestiż naszego miasta.
Pracując zarówno przy ratowaniu istniejących rzeźb, jak i przy tworzeniu nowego dzieła, ma Pan dziś poczucie, że uczestniczy w pewnego rodzaju dialogu między przeszłością a przyszłością wałbrzyskiej sztuki?
Twórczość sama w sobie jest wspaniałym łącznikiem między dawnym a współczesnym. Jestem świadomy rangi dzieł, nad którymi mam możliwość i zaszczyt pracować, jednocześnie uprawianie własnej twórczości stanowi rodzaj kontynuacji, dokładania swojego kamyczka do tak wielkiej różnorodności form, jakie przyjmować może współczesna sztuka.
Wróćmy na chwilę do początku. Chciałabym zapytać, jak to wszystko się zaczęło? Kiedy właściwie narodziła się w Panu myśl, że chce zostać rzeźbiarzem? Czy był to jakiś konkretny moment, który o tym zdecydował?
Nie wiem, czy mogę siebie nazywać rzeźbiarzem. Na pewno mogę powiedzieć, że jestem ceramikiem, a to łączy w sobie rzeźbę, malarstwo, projektowanie, rzemiosło, technologię i właśnie moment uświadomienia sobie tego bogactwa możliwości i różnorodności wypowiedzi i form działania zafascynował mnie. A stało się to na studiach na ASP we Wrocławiu. Na pewno wielki wpływ na moje decyzje i to, czym się zajmuję obecnie miał Ojciec, który projektował, malował, a na studiach zajmował się również ceramiką.
Panie Łukaszu, od wielu lat jest Pan również wykładowcą na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu w Katedrze Konserwacji
i Restauracji Ceramiki i Szkła. Co najbardziej lubi Pan w swojej pracy ze studentami?
Przede wszystkim, praca z młodymi dodaje wiele energii, pozwala cały czas cieszyć się tymi emocjami, które odkrywa się na początku drogi twórczej. Mam tę możliwość, by nie tylko przekazywać wiedzę, ale wraz z nimi poznawać i odkrywać wiele nieznanych zagadnień związanych z warsztatem i technologią ceramiki. Dzieje się to zazwyczaj w ramach realizacji prac dyplomowych polegających na odtwarzaniu dawnych, często zapomnianych i niestosowanych obecnie technik ceramicznych.
Jest Pan artystą związanym z Wałbrzychem. Czy to miasto ma swoją własną „materię”, którą można przełożyć na język sztuki? Jeśli tak, z czego jest zrobiony Pana Wałbrzych?
Na myśl przychodzi mi chropowata struktura, składająca się z warstw, właściwie coś podobnego istnieje w moich rzeźbach. Tutaj te warstwy odsłaniają kolejne tajemnice i historie miasta, a zagłębiać się w nie przecież można, aż do poziomu starych zapomnianych sztolni. Mieszkam tu stosunkowo krótko, bo 12 lat, ale czuję więź z tym wyjątkowym miejscem. Posiada pewien niedefiniowalny rodzaj tajemniczości, niepowtarzalnej aury, która inspiruje, prowokuje do działania. Bliskość natury i spokój tego miasta pozwala mi na odpowiedni rodzaj koncentracji. Tu pracuje się bardzo wydajnie pod względem twórczym, nigdzie indziej nie pracowało mi się tak dobrze.
Gdyby miał Pan zostawić w Wałbrzychu jedno ceramiczne dzieło, które przetrwałoby następne sto lat, co chciałby Pan, żeby opowiadało o nas – ludziach żyjących tutaj dzisiaj?
Jest wiele elementów, o których pamiętamy i z którymi utożsamiają się mieszkańcy. Mozaika tworząca mural „Porcelanowe Echo” może stać się odpowiedzią na to pytanie. Kompozycja ta w prosty, lecz wysmakowany sposób opowiada o wielkiej tradycji tego miasta. O umiejętnościach, wiedzy, o rzemiośle. Jeśli tylko przetrwa, to za sto lat może stanowić ważny element upamiętniający świadomość o wałbrzyskiej porcelanie.
Z gościem rozmawiała Małgorzata Szpara

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury”
